TV IE.ORG.PL

Loading...

niedziela, 7 lutego 2016

Z Polski do tej pory mogło wyemigrować nawet 7 mln młodych


Sądząc z analizy sieci społecznościowych, z Polski do tej pory mogło wyemigrować nawet 7 milionów mieszkańców. Emigracja tylko przybiera na sile, ponieważ w Polsce prowincjonalnej z powodu masowej emigracji młodych upadło życie kulturalne, społeczne, sportowe młodych.

Pozostali 40-to i 50-ciolatkowie. To dla nich odbywa się większość imprez kulturalnych, sportowych etc. Młodzi stali się grupą zmarginalizowaną i zupełnie pomijaną politycznie. Nie są już dla nich organizowane imprezy, koncerty, nie powstaje infrastruktura sportowa dla młodych, wobec czego emigracja tylko przyspiesza. Doszło do rozpadu stosunków społecznych- młodych pozostało już niewielu w niektórych miastach polskiej prowincji, a ich sieć kontaktów społecznych rozpadła się w wyniku masowej emigracji.

Proces ten jest przyspieszany przez brak demokracji na poziomie lokalnym. Kontrola demokratyczna nad samorządami lokalnymi jest zupełną iluzją. To odchodzący polityk sam organizuje wybory samorządowe i organizuje zliczanie głosów. Konieczne jest- zabranie politykom samorządowym procesu organizacji wyborów samorządowych. Inaczej zmiany polityczne nie nastąpią.

Okupowane przez przyklejonych do stołków "samorządowców" miasta obfitują w "prezydenckie" media: gazety wydawane z pieniędzy samorządowców, nierzadko uzupełnione przez prezydenckie radiostacje i prezydenckie telewizje. Młodzi w tym świecie nie mają szansy przebicie się czy nawet bycia słyszalnym. Ich potrzeby, takie jak infrastruktura sportowa - nie są nawet słyszalne.

Masowa emigracja młodych z Polski przypomina proces emigracyjny w dawnym NRD tuż po zjednoczeniu Niemiec. Tam także młodzi wyemigrowali. Popatrzmy na miasta nadgraniczne sąsiadujące z Polską. Populacja Frankfurtu nad Odrą spadła z 88 do 63 tys. mieszkańców, Guben z 36 tys. na 19 tys. mieszkańców, Eisenhuettenstadt z 53 tys. na 31 tys. mieszkańców. Dla ulegających jeszcze większym procesom depopulacji miast polskich odległych o 30 czy 50 km od opisanych, dodatkowo znajdujących się w niebywale trudniejszej sytuacji gospodarczej, GUS podaje nawet dane wskazujące na utrzymywanie się, stagnację liczby ludności.

Trzeba sobie powiedzieć wprost: GUS kłamie. Zmiany demograficzne w Polsce wcale nie są tak drastycznie inne niż we wschodnich Niemczech czy na Litwie. Polska wg oficjalnych danych jest zieloną wyspą na morzu emigracji z Europy Środkowo- Wschodniej. Tymczasem te dane są sfałszowane, są wykwitem tak zwanej patriotycznej statystyki, nakierowanej na sprzątnięcie rzeczywistych problemów demograficznych pod przysłowiowy dywan.

Temat masowej emigracji jest w Polsce tematem tabu. Jak mantra w massmediach powtarzane są fałszywe statystyki GUS, około 3-krotnie zaniżające wielkość rzeczywistej migracji młodych. Nawet Kościół Rzymskokatolicki podał inne dane na temat emigracji, szacując że spośród polskich katolików wyemigrowało ok. 2,6 miliona osób. Tymczasem, co obserwuję w swoim środowisku, migracja spośród niekatolików była, można powiedzieć, niemalże całościowa. Młodzi niekatolicy generalnie, w większości, z Polski wyemigrowali.

Wywołało to zmiany polityczne. Odpływ młodych niekatolików z Polski można szacować na 2-3 miliony osób. Niekatolicy to osoby w większości ochrzczone, które porzuciły w młodym wieku Kościół Rzymskokatolicki i nie praktykowały tej religii, zmieniając wyznanie bez wypisywania się z rejestrów Kościoła Rzymskokatolickiego. Z moich badań w sieciach społecznościowych wynika że masowa emigracja w tej grupie sięga ponad 80-90 %.

Masowa emigracja dotknęła przede wszystkim prowincję. Już lata temu takie miasta jak Lubsko w woj. lubuskim czy Wałbrzych w woj. dolnośląskim były pozbawione młodszych kohort demograficznych, mimo że dane GUS operaujące na rejestrze PESEL, twierdziły zupełnie co innego. Młodzi emigrują, dostając na starcie pensję na przykład w wysokości ok. 6,5 tys. PLN w Niemczech. W Polsce nigdy nie miliby szansy na takie zarobki już na starcie kariery zawodowej.

Emigrują przede wszystkim osoby młode. Średnia wieku Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii to 31 lat. Osoby te już nie wrócą. Ich sieć kontaktów społecznych w Polsce się rozpadła, ich znajomi i przyjaciele także wyemigrowali. Prowincjonalne miasta stały się dla młodych społecznymi, sportowymi, kulturalnymi i gospodarczymi pustyniami. Z powodu masowej emigracji nie mają już nawet znajomych z którymi migliby się spotkać. Często ten proces następuje już po skończeniu liceum. Wraz z masową emigracją młodych z prowincji rozpada się siatka kontaktów społecznych, co dodatkowo napędza emigrację niedobitków którzy jeszcze nie zdecydowali się wyjechać.

Młodym jest coraz ciężej. To oni ponoszą koszt utrzymania potężnej rzeszy emerytów, rencistów i urzędników. Ten koszt jest rozkładany na coraz mniej osób. Efektem emigracji jest podwyższenie podatków i fiskalnej kontroli nad resztkami tych, którzy jeszcze nie zdążyli wyjechać z Polski.

Poprzednie badania:

Moim zdaniem, zdaniem ekonomisty Adama Fularza z Instytutu Ekonomicznego, Rzeczpospolita Polska liczy już tylko pomiędzy 29 a 33 mln mieszkańców, zaś dane GUS są zdyskredytowane. Liczbę mieszkańców Polski oszacowałem używając danych na temat depopulacji z terenów nadgranicznych RFN, przy założeniu że po polskiej stronie granicy polsko- niemieckiej procesy depopulacyjne nastąpiły w podobnym nasileniu. Badania prowadzono na pograniczu polsko- niemieckim w latach 2010- 2015.

Tymczasem  Rząd Rzeczyspospolitej Polskiej, za pomocą rządowego biura informacji statystycznych GUS, o niezależności takiej jak rzecznik prasowy rządu, od lat przesyła do Eurostatu dane pełne optymizmu. O ile sąsiednie kraje- graniczące z Polską, takie jak Saksonia, Brandenburgia, Pomorze Przednie czy Litwa, ulegają depopulacji w zastraszającym tempie, o tyle polski rząd przesyła do Brukseli od lat te same, kojące dane- wg nich w Polsce występuje stagnacja liczby mieszkańców. Depupulacja Polski nie ma wg tych danych miejsca. Czy polski rząd ma jeszcze kontakt z rzeczywistością, czy też tylko ze swoimi zdezaktualizowanymi bazami danych w rodzaju rejestru PESEL, skąd pobiera od lat owe "krzepiące" dane? I co więcej- czy polska statystyka publiczna nie jest aby tylko formą public relations, nakierowaną na produkcję "patriotycznych", "krzepiących" danych statystycznych?



dane wg http://blog.tagesanzeiger.ch/datenblog/index.php/9150/wo-die-bevoelkerung-in-europa-waechst-und-schrumpft

Jeśli mielibyśmy powiedzieć- sprawdzam- i zweryfikowac polską radosną twórczość made in GUS (i Eurostat, który te bzdury publikuje tak samo jak publikował bzdury wysysane z palca przez greckich statystyków), to co można zrobić? Można oczywiście- jeśli jest taka potrzeba- gromadzić własne dane i przygotowywać własne analizy. Ale jak np. ekonomista ma sobie poradzić z kalkulacją danych demograficznych? 

Słabo opłacani rządowi statystycy mogą mieć problemy ze zbiórką prawdziwych danych, zresztą np. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej zbiera dane na temat liczby mieszkańców Polski podejmujących pracę za granicą, a dane na temat liczby mieszkańców zbiera się ze "zbioru PESEL" mającego co prawda istotną wartość wspomnieniowo- historyczną, ale nie statystyczną, zwłaszcza na obszarach przy granicy zachodniej lub południowej. Danych zebranych "w terenie" podczas spisu ludności NSP 2011 nigdzie i nigdy nie znalazłem.


"Wyniki spisu ludności wykazały, że zgodnie z definicją ludności faktycznej (stosowanej dotychczas w spisach ludności i badaniach demograficznych) w Polsce w dniu 31 marca 2011 roku mieszkało 38,5 mln osób, tj. o 0,8 % więcej w stosunku do wyników bieżącego bilansu ludności za 2010 rok(bilans ten został opracowany na podstawie danych pochodzących z poprzedniego spisu ludności 2002 oraz ruchu naturalnego i migracji, jakie miały miejsce w latach 2003-2010)." (...) "Wstępnie szacuje się, że co najmniej 2/3 emigrantów przebywało za granicą 12 miesięcy i dłużej" 

"Jak wykazały wyniki spisu przeprowadzonego w 2011 roku ludność Polski zwiększyła
się nieznacznie (o 0,7%) w porównaniu do roku 2002."

Analiza metodologii rzuca nieco światła na mechanizmy metodologiczne. Te są nadzwyczaj pokrętne i pokazują, jak próbuje nas oszukać GUS. Otóż ludność ":faktycznie zamieszkała" wcale w Polsce nie musi mieszkać! Emigranci także "faktycznie zamieszkują" Polskę. Nic dodać, nic ująć. Oszukańcza "metodologia" GUS w całej krasie. 

" Kategoria ludności faktycznie zamieszkałej obejmuje: stałych mieszkańców, z wyjątkiem osób przebywających poza miejscem zamieszkania przez okres powyżej 3 miesięcy w kraju oraz obejmuje wszystkie osoby przebywające za granicą (bez względu na okres ich nieobecności)"

A więc w okresie publikacji raportu GUS (przypomnę: lipiec 2012 r.) znana była definicja tzw. "ludności rezydującej", mieszkającej na stałe poza Polską. Mimo to na próżno szukać w raporcie z Narodowego Spisu Powszechnego wyliczeń tej najistotniejszej dla ekonomistów wielkości, nie podano też danych źródłowych ze spisu. Dla ekonomisty jedyną wartość merytoryczną mają wyniki "badania reprezentacyjnego", do którego wylosowano próbę ok. 20 % lokali. (ponad 2,7 mln mieszań). Niestety, dane źródłowe nigdy nie zostały opublikowane, nie podano też wag i współczynników na podstawie których uogólniono te dane na resztę populacji, mieszając je z danymi z rejestrów administracyjnych w rodzaju zbioru "PESEL".
Zapytanie "Manipulacja demograficzna (Manipulation of demography) podaje ok. 9,5 miliona wyników w wyszukiwarce Google [19]. Pozostały nam plotki od pracowników tej instytucji, donoszących o zupełnie innych wynikach ze spisu "w terenie":

"Dzieci urodzone za granicą w ostatnich latach zostały wliczone do ludności Polski jeśli zostały zameldowane w Polsce, należy jednak zaznaczyć, że większość z nich wraz z rodzicami w dalszym ciągu przebywa za granicą.  (...) "Aktualnie osoby przebywające czasowo za granicą (nawet przez klika lat) są włączone do stanu ludności faktycznie zamieszkałej w Polsce. Ludność rezydująca wyklucza emigrantów długookresowych – przebywających za granicą 12 miesięcy lub dłużej. Według danych szacunkowych, wyprowadzonych na bazie wyników spisu, w końcu marca 2011 r. za granicą przebywało powyżej 3 miesięcy ok. 2 milionów osób, w tym ok. 1,5 miliona przez co najmniej rok. Wystąpił więc znaczący wzrost liczby emigrantów w stosunku do 2002 r., kiedy to poza granicami Polski przebywało 786,1 tys. mieszkańców Polski, z tego co najmniej 12 miesięcy – 626,2 tys. " 

Czyli: dzieci urodzone za granicą zostały wliczone do polskich statystyk dzietności, mimo że już tu de facto nie mieszkają. Część ekonomistów niestety powiela te dane:
"The World Factbook: Polska zajmuje 211 miejsca na świecie, na 224 kraje, pod względem wskaźnika dzietności. GUS: wskaźnik ten spadł w 2012 r. poniżej 1,3."
Jak pisze w dniu 19 lutego 2013 "Dziennik Gazeta Prawna": "Za rok GUS przekaże Eurostatowi dane z Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań 2011. " Wówczas dopiero, a więc 3 lata po dokonaniu spisu, wykazany zostanie ubytek ludności w wysokości ok. 1,5 miliona mieszkańców, którego nie ujęto w raporcie o wynikach spisu z lipca 2012 roku, mimo wiedzy o obowiązujących metodologiach. Trudno pozbyć się wrażenia że GUS wypuszcza różne kłopotliwe dane dopiero po podniesieniu problemów w mediach. Niestety, metodologii jakiej użył GUS do wyliczenia owych 1,5 miliona emigrantów z Polski, nie sposób zweryfikować. Ongiś zwracałem uwagę na brak jawnej metodologii Narodowego Spisu Powszechnego sprzed 3 lat. To się nie zmieniło. Trudno dociec, dlaczego metodologię spisu miano ujawnić dopiero po 2 latach, w 2013 roku. Do dziś nie jest jawna, mimo zapytań ze środowiska nadsyłanych do GUS:

"Prof. Szczepański zadał też publiczne pytanie o metodologię badań spisowych, lecz na tę kwestię nie uzyskał odpowiedzi." 

Rozbieżności są niebagatelne np. na pograniczu. Populacja nadgranicznych miast: Frankfurtu nad Odrą spadła z 88 do 63 tys. mieszkańców,Guben z 36 tys. na 19 tys. mieszkańców, Eisenhuettenstadt z 53 tys. na 31 tys. mieszkańców. Dla ulegających jeszcze większym procesom depopulacji miast polskich odległych o 20 czy 50 km od opisanych, dodatkowo znajdujących się w niebywale trudniejszej sytuacji gospodarczej, podaje się dane wskazujące na utrzymywanie się, stagnację liczby ludności. Wydaje się to co najmniej odrealnione.
 GUS jest tak niezależny od rządu jak od rzadu niezależny jest rzecznik premiera. Już nawet w Grecji zmieniono ten stan rzeczy, po "kryzysie greckich statystyk". W tym kraju problemem była wiarygodność danych statystycznych. "Zielona wyspa" prysła, gdy zaczęto sprawdzać i weryfikować dane statystyczne. Problematyczne w polskiej sytuacji wydaje się kilka istotnych szczegółów, przy czym wiele mediów popełnia kilka błędów analizując te problemy. Uważa się np. że:
1) zależność urzędu statystycznego od premiera i rządu to coś normalnego
2) statystyki nie potrzebują przypisów, wyjaśnień źródeł danych i wyjaśnień metodologii - co jest często wadą statystyk GUS, nie podającego źródeł swoich danych jak i metodologii ich przygotowania.
3) statystyki są wykonywane wg metodologii nie budzącej zastrzeżeń
4) Próbowałem nawet z GUS wydostać dane nt. spisu powszechnego ludności - wiedziałem o co poprosić - bo tych danych ze spisu w ogóle nie udostępniono wg stanu na 3. marca 2014 r. - i nie otrzymałem ich.
Czy metodologia stosowana przez GUS jest aby poprawna? Spójrzmy na najkosztowniejszą chyba ich analizę w ostatnich latach- Narodowy Spis Powszechny z 2011 roku. Aby przeprowadzić badanie przekrojowe ludności, należałoby, aby uzyskać przekrojowe dane, poprawne metodologicznie, wylosować pulę mieszkańców Polski, a następnie- sprawdzić czy jeszcze żyją, gdzie mieszkają etc. Tymczasem- wylosowano.... pulę mieszkań do badania. Wielki spis był w części ludnościowej po prostu niepoprawny metodologicznie, i nie wiadomo czy tak "zepsute" dane można w jakiś sposób użyć, nie są one bowiem reprezentatywne. Niestety- GUS pracuje na podstawie wytycznych przygotowywanych przez polityków- którzy- nie wiedzieć czy nie są zbyt bardzo przekonani o swoich zdolnościach w temacie metodologii statystycznych. 
Jak to zrobić samodzielnie?
W tej sytuacji proponuję dziennikarzom własnoręcznie zająć się zbieraniem danych do analiz ekonomicznych. Sam to robiłem przez lata, w roku 2014 ustaliłem jedynie spadek przeciętnego wynagrodzenia brutto. Istnieje oczywiście spora rozbieżność - w danych GUS może brakować "wiele zmieniających" przypisów i stopek.
Jak można zbierać dane makroekonomiczne? Gromadząc np. takie informacje:
Zielonogórzanin, Robert Górski, pisze: "Młodzi wyjeżdżają na studia i nie wracają (dane oficjalne z III LO mówią o 80% absolwentów, podobnie jest z moją klasą z I LO)". W Lubsku zaobserwowano zanik całych kohort demograficznych, które Państwa dane- w niewyjaśniony sposób- ujmują. - (z mojej korespondencji z GUS)
A co było w Grecji? Urząd Statystyczny podlegał pod premiera, niczym urząd rzecznika rządu. Jakby czytelnik miał sam siebie oceniać, to kogo wynająłby do zadania oceniania swojej pracy? Przecież w tych danych często nie ma źródeł ich pochodzenia, nie opisano metodologii ich opracowania i pozyskania. To są w żaden sposób nadające się do zweryfikowania informacje, można na przykład do "średniej krajowej" wybrać firmy zatrudniające powyżej określonej liczby pracowników, ale w ogóle pominąć opis metodologii i wszelkie stopki, a następnie informować o tym ludzi, podczas gdy rzeczywista średnia krajowa otrzymana z analiz składek wpłacanych do ZUS to 1309 PLN netto albo podobna kwota.
Co pisałem o danych GUS nt. wynagrodzeń: bezowocnie na przykład próbuję zwrócić uwagę na błędne metodologie stosowane przez GUS. Dla przykładu, wnioskując z danych ZUS, średnie wynagrodzenie w polskiej gospodarce jest około dwukrotnie niższe. Średnia podstawa składek (brutto) za 2012 to 1966,97 PLN (i 1851,31 PLN za 2013 r., bez wliczania danych o 1,5 mln ubezpieczonych w KRUS, co jeszcze bardziej obniżyłoby te dane). Jest to suma dramatycznie inna niż podawana przez GUS (4111,69 PLN i inne kwoty przekraczajace 3,6 tys. PLN). 
Dokumenty GUS takie jak "Zatrudnienie i wynagrodzenia w gospodarce narodowej w I-III kwartale 2012 r." mogą zawierać proste błędy, nie wiadomo czy np. w polu "Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej w zł" aby nie zapomniano dopisać w superskrypcie cyfry odnośnika do wyjaśnień metodologicznych. Dane o średnich zarobkach w gospodarce narodowej (3510 PLN w III kwartale 2012 r.) po prostu były podane bez odnośnika że dotyczą podmiotów bez firm do 9 zatrudnionych osób. Brak "zmieniającego wiele" przypisu to przykry błąd, stawiający działalność statystyczną GUS w dość przykrym świetle. Dziwne że mimo działalności całych witryn internetowych krytykujących działania GUS w sferze określania przeciętnych zarobków (jak np.http://www.sredniaplaca.pl/ ) nikt w owym urzędzie nie zadbał choćby o brak błędów formalnych w tak krytykowanym dokumencie. 
Jedna z  czytelniczek zadała następujące pytanie:
"Nie pojmuję również, dlaczego wszelkie, oficjalne statystyki są podważane ? Dlaczego ludzie twierdzą, że statystyki GUS, Eurostatu i innych oficjalnych instytucji są błędne albo fałszywe, na jakiej podstawie ? Skąd się to bierze ?"
Na przykład- z braku "zmieniających wiele" przypisów. Urzędnicy je opuszczają, a metodologię - często pomijają. W Narodowym Spisie Powszechnym z 2011 roku, na pytanie o badanie przekrojowe zrobione przez ankieterów dostałem taką odpowiedź:
"Dla wylosowanej próby 2 684,2 tys. mieszkań udało się zebrać wypełnione formularze 
od 2 317,7 tys. mieszkań. Przypadki zaliczone jako będące poza badaną populacją, tzn. 
stwierdzono brak mieszkania lub mieszkanie niezamieszkane (pustostan), w trakcie postępowania 
spadkowego, przeznaczone do remontu, jeszcze nie zasiedlone itp. – stanowiły 140,4 tys., czyli 
około 5,2% wylosowanej próby."- korespondencja z GUS
Ta metodologia w ogóle nijak się ma do badań statystycznych. To tak, jakbyśmy próbowali spisać ludność, nie sprawdzając, ile jej pozostało na miejscu, i w celu doboru próby reprezentatywnej- zamiast losować mieszkańców, losować np. budynki. Całość można uzupełnić życzeniową wyszywanką na podstawie zbiorów historycznych danych- np. rejestru PESEL. Aby mieć aktualne dane, trzeba badać demografię metodą prób przekrojowych. Kilkanaście procent porzuconych domostw to mimo wszystko sporo. 
"Państwa opis metodologii jak i zakres ujawnionych danych w żadnym wypadku nie pozwala określić poprawności zastosowanej metodologii- po prostu najnormalniej nie podano jej, przynajmniej nie mogę stwierdzić w rozdziale II ("Metodologia spisu ludności i mieszkań") jakichkolwiek zapisów wyjaśniających, jak wykorzystano dane z badań reprezentacyjnych oraz badania pełnego. Dane z tych dwóch typów badań, mogących mieć wartość merytoryczną dla ekonomistów, nie są udostępnione w raporcie. Nie chcę popadać w rozsiewanie rozmaitych teorii, niemniej brak metodologii wg jakiej przeprowadzono spis powszechny jest co najmniej zatrważający, jeśli nie alarmujący. "(z mojej korespondencji z GUS)
Nie rozumiem idei części osób analizujących te niezbyt pewne dane. Zamiast docierać do małej liczby danych, ale- w miarę pewnych, część analityków- amatorów opiera się  o źródła operujące niepewnymi danymi o niewiadomym pochodzeniu, w rodzaju GUS. Wyniki spisu ludności- wielkiego i narodowego- są wszak nadal nieznane, mimo upływu blisko 3 lat. Z wylosowanej próby 2,8 lub 2,6 mln mieszkań (podano rozbieżne dane) udało się tej instytucji zebrać dane z 2,3 mln mieszkań. Przecież nie tak się robi demograficzne badania przekrojowe- z otrzymanego w piątek opisu wnioskuję że nie przeprowadzono spisu powszechnego ludności, bo tych danych instytucja ta nie potrafi podać od ostatnich 3 lat. Ów urząd w dodatku nie losował mieszkańców, ale mieszkania, zupełnie jakby spis demograficzny nie był celem spisu powszechnego (a jest nim od ok. 3340 roku p.n.e.).
Brak wiarygodnych danych
Obecnie nie ma aktualnych i wiarygodnych danych demograficznych. Przy granicy zach. w Lubsku, brak jest młodych osób, podobno dość całkowicie. W Wałbrzychu- podobnie. W Ziel. Górze wg roczników liceów- z III LO do 80 % absolwentów wyemigrowało wg danych przedstawionych przez p. Roberta Górskiego. Proszę sobie porównać to z badaniami GUS i metodologią:
Wg GUS (http://www.stat.gov.pl/.../LUD_ludnosc_stan_str_dem_spo...) ludność zamieszkująca stale to osoby które przebywają powyżej 3 miesięcy za granicą. Przecież to jest nielogiczne, a mimo to jakaś częśc analityków-amatorów w tak przygotowywane dane wierzy....Czy sądzą Państwo że w innych krajach za stałych mieszkańców uważa się mieszkańców którzy trwale wyemigrowali z nich? Przecież to absurd. Obawiam się że żyjemy w świecie danych niepewnych, korzyści z ich manipulowania są zbyt duże.
W reformie tej instytucji idzie raczej o to aby GUS czy inne służby statystyczne nie były zależne od aktualnego rządu. Nie rozumiem czy to aż tak trudne do zrozumienia- urząd statystyczny nie powinien podlegać premierowi tylko np. całemu parlamentowi. Ponadto mam wrażenie że pracują tam urzędnicy którzy wypełniają jakieś rozporządzenia pisane przez polityków- i to ma niewiele wspólnego z badaniami statystycznymi. 
Niniejszym ostrzegam o niespełnianiu unijnych wymogów przez metodologię GUS odnośnie danych demograficznych z nar. spisu powszechnego. Nie polegałbym na ich pochodnych- np. agregatach w rodzaju PKB/ capita, ogólnych danych w rodzaju zadłużenie/mieszkańca sporządzanych na podst. tych danych.
Pewną regułą krajów rozwijającyh się jest ucieczka mózgów (brain drain). Kraje ubogie w kapitał ludzi w ogóle go nie potrzebują, zgodnei z zasadami wolnego rynku osoby bogate w cechy które zbiorczo określamy- kapitał ludzki muszą wyjechać tam gdzie popyt na kapitał ludzki jest wyższy.
Zmiany społeczno- polityczne w Polsce wymuszają niejako masową emigrację. Procesy te nie są w Polsce w ogóle badane. GUS czerpie dane z rejestrów PESEL, zaś spis powszechny z roku 2011 miał błędną metodologię, wobec czego nie jest reprezentatywny.
Brain drain powoduje zmiany społeczno- polityczne. Nieobecnośc części targetu kampanii wyborczych powoduje że zmienia się mainstreamowa polityka, która np. już nie musi troszczyć się o młodsze pokolenia- te zatroszczyły się same o siebie, głosując nogami. Na rynku politycznym nie pojawia się wymiana pokoleniowa albo jest ona utrudniona- zdolniejsze jednostki po prostu wyemigrowały.
Gospodarka się zmienia w kierunku zorientowanej na wykorzystanie dostępnych zasobów niskoopłacanej kadry o przeciętnym wykształceniu. Brak wysokowykształconych powoduje niemożność tworzenia bardziej zaawansowanych i innowacyjnych, bardziej złożonych produktów i usług.
Pogłębia się peryferyjność gospodarcza kraju, spadają wskaźniki gęstości zaludnienia. Mimo że publiczne statystyki nadal wykazują tzw. martwe dusze w statystykach, w coraz większej liczbie miast nie znajdziemy juz całych pokoleń populacji: młodsi ludzie po prostu wyemigrowali, częśto zmuszeni do tego sytuacją gospodarczą i polityczną.
Przykładem opodatkowania młodych ludzi może być "podatek na imprezy" nałożony w wielu miejscowościach. Chcąc rozplakatowac imprezę muzyczną, jej organizator musi zapłacić np. monopoliście posiadającemu słupy plakatowe czasem 1,5- 2 tys. PLN nawet w małym mieście.  Oznacza to że do kilkutysięcznego budżetu zwykłej imprezy muzycznej jej organizator musi doliczyć dalsze 30 lub 50 % na pokrycie tych kosztów. W wielu małych nawet miastach rządzącym udało się skutecznie pozbyć młodszych mieszkańców. Często- jak w Zielonej Górze- była to celowa polityka ultrakonserwatywnych władz miasta, którym młodzi zagrażali.
Podobnych przykładów możnaby mnożyć. Polska się wyludnia, nawet jeśli oficjalne statystyki rządu pokazują wzrost "oficjalnie zameldowanych na pobyt stały". Za kilka lat całe połacie Polski mogą przypominać hiszpańską czy francuską peryferię.
Opr. Adam Fularz, Instytut Ekonomiczny, 2016
-- 

sobota, 16 stycznia 2016

Agencja Standard&Poor's obniżyła rating Polski

"Agencja Standard&Poor's obniżyła rating Polski do BBB+ z perspektywą negatywną. Złoty zareagował na tę informację natychmiastowym, mocnym osłabieniem kursu do euro, franka i dolara" (tvn24bis.pl)

sobota, 11 kwietnia 2015

Z dyskusji o populacji w Polsce

Dot. DI-6-611/3742/11/BLZ

Szanowny Panie

W nawiązaniu do Pana e-maila z dn. 18.10.2011 r. Departament Informacji informuje, że pierwsze dane z NSP 2011 będą dostępne w grudniu br. i będą dotyczyć tematyki ludności w układzie terytorialnym wg województw, powiatów i gmin. Pod koniec roku ukaże się również notatka informacyjna na temat wyników spisu. Bardziej szczegółowe statystyki w zakresu demografii będą udostępniane sukcesywnie od II połowy 2012 r.
Odnosząc się do Pana uwag co do jakości danych demograficznych zbieranych w bieżącej sprawozdawczości informujemy, że źródłem pozyskania informacji np. dotyczących migracji wewnętrznych ludności jest:
–  zbiór PESEL – dane o zmianach miejsca pobytu stałego w kraju,
–  zbiór PESEL – dane o migracjach na pobyt czasowy w kraju ponad 3 miesiące.
natomiast w zakresie migracji zagranicznych ludności:
 – zbiór PESEL – dane o migracjach zagranicznych na pobyt stały,
–  informacje gromadzone przez Urząd do Spraw Cudzoziemców dotyczące wniosków i wydanych decyzji w zakresie pobytów cudzoziemców w RP,
–  informacje gromadzone przez Komendę Główną Straży Granicznej w zakresie liczby cudzoziemców z państw trzecich przekazanych z RP i przyjętych do RP oraz liczby cudzoziemców z państw trzecich zatrzymanych za nielegalny pobyt na terytorium RP,
–  informacje gromadzone przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji dotyczące repatriacji,
–  badania bieżące Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej prowadzone poprzez urzędy wojewódzkie w zakresie wydawanych zezwoleń na wykonywanie pracy na terytorium RP przez cudzoziemców,
–  dane urzędów statystycznych innych krajów w ramach statystyki lustrzanej,
–  informacje gromadzone przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej dotyczące Polaków podejmujących pracę za granicą,
–  zagraniczne bazy danych statystycznych w zakresie strumieni migracyjnych (baza Eurostatu, baza OECD, baza Rady Europy).

Szczegółowe opisy poszczególnych badań, w tym źródła pozyskania danych,  dostępne są w Programie Badań Statystycznych Statystyki Publicznej http://www.stat.gov.pl/bip/4768_PLK_HTML.htm  


Z poważaniem,
Barbara Lech-Zakrzewska
Departament Informacji GUS

Dot. DI-6-611/3742/11/BLZ

Szanowna Pani,

Obserwuję zaludnienie miast przygranicznych. Państwa dane zawierają tak duże błędy w stosunku do trendów obserwowalnych mikroekonomicznie, że publicznie odradzam opieranie się na nich. Nadgraniczny region Zachodniej Polski/ Brandenburgii Wschodniej w mojej ocenie cechuje depopulacja podobna jak po stronie niemieckiej, jeśli nie silniejsza. Ilość zamykanych sklepów, barów, szczególnie klubów młodzieżowych, jest zatrważająco wysoka, drastycznie przebija zmiany mikroekonomiczne po drugiej stronie rzeki. Tam jednak statystyka demograficzna bierze dane, wierząc niemieckiej Wikipedii, ze Stichproben- opartych na doborze losowym badań przekrojowych, oraz ze spisów ludności. (por. http://de.wikipedia.org/wiki/Demografie ).

Jest zdaje się, dokładniejsza w ujmowaniu procesów depopulacyjnych w przypadku miast omawianego regionu. Przytoczę kilka regionalnych danych demograficznych: populacja Frankfurtu nad Odrą spadła z 88 do 63 tys. mieszkańców, Guben z 36 tys. na 19 tys. mieszkańców, Eisenhuettenstadt z 53 tys. na 31 tys. mieszkańców. Dla ulegających jeszcze większym procesom depopulacji miast polskich odległych o 30 czy 50 km od opisanych, dodatkowo znajdujących się w niebywale trudniejszej sytuacji gospodarczej, podają Państwo nawet dane wskazujące na utrzymywanie się, stagnację liczby ludności. Jej drastyczny spadek jest zaś chyba ewidentny dla czy to badających gospodarkę niektórych regionów przygranicznych, czy dla mieszkańców tych terenów. Ankiety i badania mikroekonomiczne (np. ilości podmiotów gospodarczych na niektórych rynkach) wskazują na znaczny ubytek ludności w młodszych kohortach demograficznych.  

Państwa instytucja rości sobie miano statystycznej, a zdaje- się że działa niczym urząd, a nie placówka badawcza. Metodologie stosowane przez "Landesbetrieb für Datenverarbeitung und Statistik Brandenburg" oraz Państwa scentralizowany GUS nie mają ze sobą nic wspólnego. Metododologia zbioru danych (wyróżniamy bezpośrednią- z zebranych danych, i pośrednią- za pomocą badań na próbach losowych, spisów powszechnych etc.) jest całkowicie błędna, bo dane PESEL mają charakter historyczny a nie rzeczywisty. Sugerowałbym badania populacji metodą małych prób opartych na doborze losowym. W Niemczech to zdaje się funkcjonować.

Obecnie są Państwo instytucją w mojej ocenie dramatycznie wprowadzającą w błąd. Jest tajemnicą poliszynela że dane PESEL nie mają nic wspólnego z aktualnym miejscem zamieszkania wielu np. młodych osób, migrujących dość intensywnie, nie tylko po kraju ale i po całej Europie. Zmiana zameldowania wymaga przecież okazania np. książeczki wojskowej. Przecież mało kto nosi ze sobą takowy dokument. Nikt nie wymeldowuje się przy dłuższych nawet migracjach przy pracy poza granicami Polski. Nawet znane mi osoby chcące dokonać formalności zmiany meldunku, książeczki wojskowej-  nader rzadko używanego dokumentu, nie mogły szybko odnaleźć. Osoby przebywające za granicą są możliwe nawet że i celowo ujmowane w statystykach. Wszak podają Państwo liczbę ludności kraju jako 38,186 mln, mimo tego że zagraniczne urzędy statystyczne czy organizacje ubezpieczeń społecznych ujmują i podają dane na temat ilości polskich emigrantów aktywnych zawodowo na terenie Irlandii czy Wielkiej Brytanii. Są to różnice podważające zdolność Państwa instytucji do poprawnego pobrania danych.

Protestuję przeciwko przedstawianiu zebranych błędnymi metodologiami, nieprawdziwych i nierealnych danych demograficznych przez GUS. To paranaukowy hoax, łatwa do wykrycia naukowa mistyfikacja. Porównując statystyki na temat imigrantów z Polski żyjących poza granicami z danymi GUS, nader optymistycznymi danymi demograficznymi można mieć wrażenie, że doszło do zastanawiającego procesu klonowania ludzi.

Państwa instytucja jest niezdolna do sporządzania poprawnych statystyk demograficznych, w sposób zgodny z minimalnymi zasadami etycznymi i winna zaniechać rościć sobie do tego prawo. Państwa działalność w polu badań ludnościowych prowadzi do tego, że ekonomiści mogą jedynie przedstawiać Państwa instytucję jako zależny od rządu, niewiarygodny urząd, nie zaś jako placówkę badawczą, niezależną, bardziej wiarygodną. Wielokrotnie wskazywałem także na trudne do wytłumaczenia paradoksy także w innych dziedzinach statystyki procesów gospodarczych.

Pozdrawiam,

Adam Fularz,
ekonomista miast i regionów
Literatura:
Główny Urząd Statystyczny, „LUDNOŚĆ – STAN I STRUKTURA W PRZEKROJU TERYTORIALNYM“, Stan z 30. czerwca 2010 (WebCite)

sobota, 14 lutego 2015

Odnośnie niedokłądności danych z Nar. Spisu Ludności 2011 r.

Zarzut- chyba najważniejszy- dotyczy wylosowania do próby reprezentatywnej dla celów obliczenia stanu populacji w NSP 2011- puli mieszkań, nie zaś puli mieszkańców.

To jest jednoznacznie błąd metodologiczny. Mieszkania mają cechę zasobu skąpego i zwykle są zasiedlone lub wynajmowane. Zwłaszcza w Polsce mającej bardzo niewielką pulę mieszkań w stosunku do liczby mieszkańców jest to zasób "bardzo skąpy".

Jak więc rozumiem- całe badanie było przeprowadzone wg błędnej metodologii i część demograficzna NSP 2011- jest przeprowadzona na podstawie błędnej metodologii. Aby badanie było metodologicznie poprawne w części demograficznej, należałoby wylosować próbę mieszkańców i ustalić ich miejsce pobytu.

Wg naszych danych, odpływ populacji z terenów Polski Zachodniej sięga do 30 a nawet 40 % populacji. Przy ocenie skali depopulacji, korzystaliśmy z metodologii Landesbetriebes für Datenverarbeitung und Statistik Brandenburg , jako bardziej pewnej. Po stronie niemieckiej granicy na Odrze i Nysie ubytek ludności w tych regionach także sięga tych kwot procentowych, a nawet je przekracza, różne miasta nadgraniczne po stronie niemieckiej straciły nawet połowę populacji.

Przytoczę kilka regionalnych danych demograficznych: populacja Frankfurtu nad Odrą spadła z 88 do 63 tys. mieszkańców, Guben z 36 tys. na 19 tys. mieszkańców, Eisenhuettenstadt z 53 tys. na 31 tys. mieszkańców.Te wielkości nadal spadają. Po polskiej stronie są miasta bez kohort młodszych mieszkańców, jak np. Lubsko, gdzie młodsze populacje wyemigrowały niemal całościowo. Państwo podają je jako istniejące i mieszkające w tym mieście, co jest całkowicie niezgodne ze stanem faktycznym.

Wnoszę z powyższego że jako liczbę ludności GUS podaje dane które winny być oznaczone jako "liczba osób zameldowanych urzędowo" etc., i dane te nie mają nic wspólnego z liczbą mieszkańców w danym mieście. Różnice mogą sięgać kilkudziesięciu procent. Weryfikujemy je za pomocą data mining w sieciach społecznościowych i za pomocą list meldunkowych- w terenie.

Nie wiem, czy dane GUS odnośnie populacji należy traktować jako dane o charakterze historycznym? Prowizorycznym? Jako wynik błędnej metodologii?

opr.A. Fularz 2015
obecna metodologia opiera się na takich danych jak (że przytoczę z otrzymanych od GUS informacji): 
 migracje wewnętrzne:

–  zbiór PESEL – dane o zmianach miejsca pobytu stałego w kraju,
–  zbiór PESEL – dane o migracjach na pobyt czasowy w kraju ponad 3 miesiące.
migracje zagraniczne:
 – zbiór PESEL – dane o migracjach zagranicznych na pobyt stały,
–  informacje gromadzone przez Urząd do Spraw Cudzoziemców dotyczące wniosków i wydanych decyzji w zakresie pobytów cudzoziemców w RP,
–  informacje gromadzone przez Komendę Główną Straży Granicznej w zakresie liczby cudzoziemców z państw trzecich przekazanych z RP i przyjętych do RP oraz liczby cudzoziemców z państw trzecich zatrzymanych za nielegalny pobyt na terytorium RP,
–  informacje gromadzone przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji dotyczące repatriacji,
–  badania bieżące Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej prowadzone poprzez urzędy wojewódzkie w zakresie wydawanych zezwoleń na wykonywanie pracy na terytorium RP przez cudzoziemców,
–  dane urzędów statystycznych innych krajów w ramach statystyki lustrzanej,
–  informacje gromadzone przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej dotyczące Polaków podejmujących pracę za granicą,
–  zagraniczne bazy danych statystycznych w zakresie strumieni migracyjnych (baza Eurostatu, baza OECD, baza Rady Europy).


niedziela, 2 marca 2014

Instytut Ekonomiczny: brak wiarygodnych danych demograficznych z GUS zmusza nas do zamknięcia Działu Statystyki Polskiej



Z uwagi na niemożność otrzymania danych demograficznych niezbędnych do analiz makroekonomicznych, z dniem 1 marca 2014 r. dział statystyki Instytutu Ekonomicznego zotaje zawieszony ad calendas graecas.


Zespół Działu Statystyki.




Z korespondecji IE do GUS w 2014 r.:






Szanowni Państwo

Wnoszę o udostępnienie danych źródłowych na temat stanu ludności zebranych w czasie trwania Narodowego Spisu Ludności w roku 2011. Dane dotychczas nie zostały udostępnione. Chcielibyśmy porównać te dane z danymi zebranymi z sieci społecznościowych, pozwalających określić skalę i stopień migracji zarobkowych.




Państwa obecna metodologia opiera się na takich danych jak (że przytoczę z otrzymanych od Państwa informacji):
migracje wewnętrzne:


– zbiór PESEL – dane o zmianach miejsca pobytu stałego w kraju,


– zbiór PESEL – dane o migracjach na pobyt czasowy w kraju ponad 3 miesiące.


migracje zagraniczne:


– zbiór PESEL – dane o migracjach zagranicznych na pobyt stały,


– informacje gromadzone przez Urząd do Spraw Cudzoziemców dotyczące wniosków i wydanych decyzji w zakresie pobytów cudzoziemców w RP,


– informacje gromadzone przez Komendę Główną Straży Granicznej w zakresie liczby cudzoziemców z państw trzecich przekazanych z RP i przyjętych do RP oraz liczby cudzoziemców z państw trzecich zatrzymanych za nielegalny pobyt na terytorium RP,


– informacje gromadzone przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji dotyczące repatriacji,


– badania bieżące Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej prowadzone poprzez urzędy wojewódzkie w zakresie wydawanych zezwoleń na wykonywanie pracy na terytorium RP przez cudzoziemców,


– dane urzędów statystycznych innych krajów w ramach statystyki lustrzanej,


– informacje gromadzone przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej dotyczące Polaków podejmujących pracę za granicą,


– zagraniczne bazy danych statystycznych w zakresie strumieni migracyjnych (baza Eurostatu, baza OECD, baza Rady Europy).



Statystyka niemiecka, jest zdaje się, dokładniejsza w ujmowaniu procesów depopulacyjnych w przypadku miast omawianego regionu. Przytoczę kilka regionalnych danych demograficznych: populacja Frankfurtu nad Odrą spadła z 88 do 63 tys. mieszkańców, Guben z 36 tys. na 19 tys. mieszkańców, Eisenhuettenstadt z 53 tys. na 31 tys. mieszkańców. Dla ulegających jeszcze większym procesom depopulacji miast polskich odległych o 20 czy 50 km od opisanych, dodatkowo znajdujących się w niebywale trudniejszej sytuacji gospodarczej, podają Państwo nawet dane wskazujące na utrzymywanie się, stagnację liczby ludności. Jej drastyczny spadek jest zaś chyba ewidentny dla czy to badających gospodarkę niektórych regionów przygranicznych, czy dla mieszkańców tych terenów. Ankiety i badania mikroekonomiczne (np. ilości podmiotów gospodarczych na niektórych rynkach) wskazują na drastyczny ubytek ludności, zwłaszcza w młodszych kohortach demograficznych.

Państwa instytucja rości sobie miano statystycznej, a zdaje- się że działa niczym urząd, a nie placówka badawcza. Metodologie stosowane przez "Landesbetrieb für Datenverarbeitung und Statistik Brandenburg" oraz Państwa scentralizowany GUS nie mają w mojej ocenie ze sobą nic wspólnego. Metodologia zbioru danych przez GUS jest niepoprawna, bo dane PESEL mają charakter historyczny a nie rzeczywisty czy aktualny. Możemy wykorzystywać jako wiarygodne np. badania populacji metodą małych prób opartych na doborze losowym. W Niemczech to zdaje się funkcjonować.

Dane PESEL nie mają nic wspólnego z aktualnym miejscem zamieszkania wielu np. młodych osób, migrujących dość intensywnie, nie tylko po kraju ale i po całej Europie. Niestety, używając ich wprowadzają Państwo w błąd czytelników, a w raporcie z wyników NSP 2011 brak jest danych pochodzących bezpośrednio z badań przekrojowych (czyli danych bezpośrednio od ludności w ramach badania reprezentacyjnego oraz tzw. badania pełnego). Sam raport z wyników nie pozwala stwierdzić, czy w przypadku np. nacisków politycznych nie dokonano takich zmian w metodologii, które pozwoliłyby ukryć rzeczywisty stan zaludnienia.Ma to ogromne znaczenie w polityce makroekonomicznej.

Państwa opis metodologii jak i zakres ujawnionych danych w żadnym wypadku nie pozwala określić poprawności zastosowanej metodologii- po prostu najnormalniej nie podano jej, przynajmniej nie mogę stwierdzić w rozdziale II ("Metodologia spisu ludności i mieszkań") jakichkolwiek zapisów wyjaśniających, jak wykorzystano dane z badań reprezentacyjnych oraz badania pełnego. Dane z tych dwóch typów badań, mogących mieć wartość merytoryczną dla ekonomistów, nie są udostępnione w raporcie. Nie chcę popadać w rozsiewanie rozmaitych teorii, niemniej brak metodologii wg jakiej przeprowadzono spis powszechny jest co najmniej zatrważający, jeśli nie alarmujący.


Mówią Państwo o liczbie 37,2 mln mln mieszkańców jaką Państwo podawali jako liczbę ludności rezydującej (por.http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/lu_wyniki_wstepne_NSP_2011.pdf ). I te dane są w mojej opinii bardzo niepełne, brak też jakichkolwiek możliwości weryfikacji przedstawionych danych. Jest zadziwiające że dopiero po 4 latach od wydania rozporządzenia 783/2008, podano pierwsze dane uwzględniające ludność która wyemigrowała. W rozporządzeniu na które się Państwo powoływali, nie użyto jednak sformułowania "ludność rezydująca". Oto fragment Państwa informacji n/t wyników wstępnych:


"Wyniki wstępne spisu ludności wykazały, że w dniu 31 marca 2011 roku w Polsce mieszkało lub przebywało prawie 37,2 mln osób zaliczanych do ludności rezydującej. Ludność rezydująca w Polsce jest po raz pierwszy oficjalnie publikowana przez GUS. Począwszy od danych za 2011 rok corocznie – w najbliższych kilku latach – będą upowszechniane dwa stany ludności: rezydująca i faktyczna, przy czym zgodnie z Rozporządzeniem PE i Rady Nr 763/2008 to ludność rezydująca jest obowiązującą w porównaniach międzynarodowych.

Kategoria ludności rezydującej obejmuje:
a) stałych mieszkańców, z wyjątkiem osób przebywających poza miejscem zamieszkania przez okres co najmniej 12 miesięcy bez względu na ich miejsce przebywania w kraju czy za granicą
b) osoby przebywające czasowo przez okres co najmniej 12 miesięcy, przybyłe z innego miejsca w kraju lub z zagranicy.

W odniesieniu do ludności w ujęciu regionalnym lub lokalnym kategoria ludności rezydującej uwzględnia odpowiednio migracje wewnętrzne osób z zachowaniem identycznego kryterium 12 miesięcy czasowej nieobecności lub przebywania."



Rozporządzenie PE i Rady nr 763/2008 nakłada na państwa członkowskie UE pewne wymogi:


"Państwa członkowskie zapewniają, że źródła danych oraz metodologia zastosowane w celu spełnienia wymogów niniejszego rozporządzenia odpowiadają, w największym możliwym stopniu, podstawowym właściwościom spisów powszechnych ludności i mieszkań, określonym w art. 2 lit. i). Państwa członkowskie podejmują nieustanne starania w celu zwiększenia zgodności z tymi podstawowymi właściwościami."

Sądzę że trudno w ogóle mówić o spełnieniu przez Państwa tych wymogów- metodologia jest po prostu niedostępna, mimo iż mieli Państwo możliwość jej opisania (opisano jedynie stosowane techniki pozyskiwania danych, nie zaś ich wykorzystanie dla sporządzenia końcowego raportu).


Wnoszę o udostępnienie danych przekrojowych bezpośrednio zebranych przez ankieterów w ramach NSP 2011 r., z uwagi na ich brak we wszystkich opublikowanych raportach. Państwa dane drastycznie nie zgadzają się ze stanem rzeczywistym. Zielonogórzanin, Robert Górski, pisze: "Młodzi wyjeżdżają na studia i nie wracają (dane oficjalne z III LO mówią o 80% absolwentów, podobnie jest z moją klasą z I LO)". W Lubsku zaobserwowano zanik całych kohort demograficznych, które Państwa dane- w niewyjaśniony sposób- ujmują.

W uzupełnieniu dodaję że potrzebne są dane:

- o ilości osób nie zastanych przez ankieterów w miejscu zamieszkania w trakcie spisu NSP 2011, zarówno w ujęciu procentowym, jak i w wartościach bezwzględnych. Proszę o możliwie najpełniejsze dane- chcielibyśmy testami statystycznymi sprawdzić ich spójność i wiarygodność. Dane - o ile jest to możliwe- można przesłać elektronicznie, na poniższy adres, prosilibyśmy o załączenie dokumentów potwierdzających ich wiarygodność, celem ich publikacji wraz z przesłanymi danymi statystycznymi.

- o ilości osób wylosowanych do próby reprezentatywnej, dla których- z uwagi na niemożność skontaktowania się z nimi w miejscu zamieszkania, użyto danych o wartości historycznej (dane ze zbioru PESEL etc.)


Informacji tych niestety nie zawarto w publikacjach GUS. Są to jedyne informacje mające wartość dla badań ekonomicznych. Przedstawione przez Państwa informacje nie są wiarygodne ani weryfikowalne. Prosimy o przedstawienie danych wraz ze źródłami ich pochodzenia. Jeśli dane te są niejawne, prosimy o stosowne zaznaczenie tego. Dane demograficzne zebrane poprzez data mining w sieciach społecznościowych są zupełnie odmienne od danych przedstawianych przez GUS.


Pozdrawiam,
Adam Fularz 
ekonomista miast i regionów, 
Instytut Ekonomiczny
Wydawnictwo Merkuriusz Polski
Wieczorna.pl sp. z o.o.

wtorek, 7 stycznia 2014

Przeciętne wynagrodzenie w Rzeczpospolitej Polskiej w 2013 roku to 1851,31 PLN brutto


Komunikat z dnia 7 STYCZNIA 2014 roku
Urząd Statystyczny Instytutu Ekonomicznego
ul. Dolina Zielona 24a, 65-154 Zielona Góra, Poland. T:+48604443623 
Urząd Statystyczny informuje o przeciętnych wynagrodzeniach brutto w gospodarce Rzeczpospolitej Polskiej w roku 2013.
Średnia wielkość przeciętnych wynagrodzeń brutto w roku 2013 wyniosła 1851,31 PLN brutto miesięcznie. Metodologię załącza się.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -  

Czasem ze zdziwieniem odkrywam jak łatwo padamy ofiarami podejrzliwości i teorii spiskowych. Nauki ekonomiczne starają się te podejrzenia porządkować. W miejsce nieczystych sił proponują uważne spojrzenie na sytuację rynkową. Modele public choice theory pokazują że najsilniejsi aktorzy zabierają ze wspólnego budżetu najwięcej.
 
Niemiecki ekonomista Max Otte podaje przykłady branż które czerpią najwięcej z niemieckiego budżetu w erze kryzysu; są to najsilniejsze sektory: finansowy, motoryzacyjny i budowlany. Uczył o tym Mancur Olson, jeden z pionierów tej branży nauk ekonomicznych (public choice theory), która za pomocą metod ekonomii badała zachowania polityczne.

Scholastyka w naukach ekonomicznych jest tak silna niczym w średniowiecznym Kościele Katolickim- mówi Max Otte, praktyk rynków kapitałowych. Przez to wiele nowych teorii nie przebija się. Sam mam podobne problemy w Polsce. Bezowocnie na przykład próbuję zwrócić uwagę na błędne metodologie stosowane przez GUS. Dla przykładu, wnioskując z danych ZUS, średnie wynagrodzenie w polskiej gospodarce jest około dwukrotnie niższe. Średnia podstawa składek za 2012 to 1966,97 PLN [2] (i 1851,31 PLN za 2013 r., bez wliczania danych o 1,5 mln ubezpieczonych w KRUS, co jeszcze bardziej obniżyłoby te dane). Jest to suma dramatycznie inna niż podawana przez GUS (4111,69 PLN i inne kwoty przekraczajace 3,6 tys. PLN). [1]

Dokumenty GUS takie jak "Zatrudnienie i wynagrodzenia w gospodarce narodowej w I-III kwartale 2012 r." mogą zawierać proste błędy, nie wiadomo czy np. w polu "Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej w zł" aby nie zapomniano dopisać w superskrypcie cyfry odnośnika do wyjaśnień metodologicznych. Dane o średnich zarobkach w gospodarce narodowej (3510 PLN w III kwartale 2012 r.) po prostu są podane bez odnośnika że dotyczą podmiotów bez firm do 9 zatrudnionych osób. Brak "zmieniającego wiele" przypisu to przykry błąd, stawiający działalność statystyczną GUS w dość przykrym świetle. Dziwne że mimo działalności całych witryn internetowych krytykujących działania GUS w sferze określania przeciętnych zarobków (jak np.http://www.sredniaplaca.pl/ ) nikt w owym urzędzie nie zadbał choćby o brak błędów w tak krytykowanym dokumencie.


Fot. Brak przypisu przy danych o średnim wynagrodzeniu. Printscreen dokumentu pt. "Zatrudnienie i wynagrodzenia w gospodarce narodowej w I-III kwartale 2012 r." on-line: http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/PW_zatrudnienie_i_wynagrodzenia_I-IIIkw_2012.pdf dostęp 14.02.2013


Można oczywiście mówić o teorii spiskowej, ale- jakoś nie jestem tego pewien. Może po prostu niedbałość? Po przekonaniu się u źródeł (biura Eurostat w Luksemburgu) że metodologia po prostu jest ustalana w celu umożliwienia szerszej porównywalności danych, mogę jedynie stwierdzić że polska gospodarka jest na tyle odmienna że swoją dominacją małej przedsiębiorczości, że metodologia stosowana przez Eurostat dla naszego kraju po prostu produkuje dane obejmujące 5,4 mln z 14,2 (dane wg spisu powszechnego) lub 15,9 mln (dane GUS) pracujących.


Dane GUS po prostu obejmują ok. 1/3 najlepiej zarabiających pracobiorców. Nie mają większego znaczenia i możnaby było w zasadzie przejść koło nich obojętnie, gdyby nie pewna tendencja polskich dziennikarzy do ich cytowania, mimo że pobieżna już lektura rodzi dla ekonomisty szereg wątpliwości metodologicznych.

Robert Gwiazdowski publikuje jeszcze inne wyliczenia, pomijając jednakże problem podstawy wynagrodzeń wg ZUS, przez co pod jego postem wywiązała się dyskusja. Niemniej, przedstawia inne przykłady wątpliwych praktyk GUS: " Średnie wynagrodzenie brutto wynosi obecnie coś około 3.600 zł. Nie interesuje ono ani pracownika, ani pracodawcy. Interesuje jedynie GUS i rachubę płac. Dlatego – jak usłyszałem niedawno od jednego z dziennikarzy – podawanie jego wysokości przypomina nieco podawanie długości członka razem z kręgosłupem.

Od 3.600 trzeba odjąć 351 zł i 36 gr. składki emerytalnej, 54 zł składki rentowej, 88 zł 20 gr. składki chorobowej, 279 zł 58 gr. składki zdrowotnej (NFZ), i 252 zł zaliczki na PIT. A pracodawca musi jeszcze zapłacić 654 zł i 84 gr. składki na ZUS i 91 zł i 80 gr. składki na Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Łącznie pracodawca wydaje na pracownika 4.346 zł i 64 gr., a pracownik otrzymuje 2.574 zł i 86 gr. Różnica wynosi 1.771 zł i 78 gr. " [4]

Podobnych przykładów można mnożyć: dane o sprzedaży detalicznej obejmują markety i wielkie sieci dyskontów, ale nie mniejsze placówki, zatrudniające do 9 zatrudnionych. W przypadku kryzysu, gdy następuje substytucja droższych form zakupu tańszymi dyskontami, dane GUS, podawane przez dziennikarzy gospodarczych bez wyjaśniania zawiłości metodologii, równie dobrze mogą dowodzić większego tłumu w tanich sklepach dyskontowych (drogie delikatesy sieciowe wciąż należą w Polsce do rzadkości).

Oczywiście, ktoś podważający dane GUS jawi się dla wielu polityków czy dziennikarzy jako wierzący w spiskowe teorie oszołom. Tymczasem mało kto czyta metodologie badań i sprawdza, czy podawane dane mają odpowiednie przypisy. Podany przykład pokazuje że przypisów po prostu może brakować.


[1] http://www.stat.gov.pl/gus/5840_1786_PLK_HTML.htm
[2] http://www.zus.pl/default.asp?p=2&id=1319&name=of130206.xls
[3] http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/PW_zatrudnienie_i_wynagrodzenia_I-IIIkw_2012.pdf
[4] http://gwiazdowski.salon24.pl/487606,stypendium-demograficzne



Dane za 2013 r.

OKRES SUMA składki i odsetki Kwoty składek Odsetki ZUS Liczba składek Średnia składka Średnia podstawa
OGÓŁEM 195 496 233 552,38 zł 192 022 990 494,05 zł 3 473 243 058,33 zł 1 971 167 285 97,42 zł 1 586,40 zł
Razem rok 1999 2 285 535 490,08 zł 2 262 672 022,30 zł 22 863 467,78 zł 23 346 432 96,92 zł 1 327,63 zł
Razem rok 2000 7 603 491 199,72 zł 7 586 389 864,10 zł 17 101 335,62 zł 70 517 118 107,58 zł 1 473,73 zł
Razem rok 2001 8 706 881 612,32 zł 8 652 943 742,47 zł 53 937 869,85 zł 74 927 415 115,48 zł 1 581,98 zł
Razem rok 2002 9 546 407 203,51 zł 9 490 364 008,64 zł 56 043 194,87 zł 102 316 093 92,76 zł 1 270,62 zł
Razem rok 2003 10 274 252 420,05 zł 10 140 515 707,17 zł 133 736 712,88 zł 124 140 099 81,69 zł 1 118,99 zł
Razem rok 2004 11 422 490 495,52 zł 11 219 497 959,88 zł 202 992 535,64 zł 133 474 286 84,06 zł 1 151,47 zł
Razem rok 2005 14 021 647 210,44 zł 13 405 816 868,03 zł 615 830 342,41 zł 149 643 399 89,59 zł 1 227,19 zł
Razem rok 2006 16 155 586 075,85 zł 15 592 622 105,68 zł 562 963 970,17 zł 157 493 125 99,01 zł 1 356,23 zł
Razem rok 2007 17 718 887 538,48 zł 17 142 753 485,87 zł 576 134 052,61 zł 165 736 024 103,43 zł 1 416,91 zł
Razem rok 2008 20 505 255 463,16 zł 20 030 877 536,23 zł 474 377 926,93 zł 158 612 572 126,29 zł 1 729,97 zł
Razem rok 2009 21 043 236 086,14 zł 20 859 905 819,19 zł 183 330 266,95 zł 147 551 834 141,37 zł 1 936,62 zł
Razem rok 2010 22 397 507 184,45 zł 22 244 578 267,72 zł 152 928 916,73 zł 159 921 340 139,10 zł 1 905,44 zł
Razem rok 2011 15 111 796 047,45 zł 14 981 105 395,17 zł 130 690 652,28 zł 160 276 718 94,64 zł 1 937,17 zł
Razem rok 2012 8 018 508 059,61 zł 7 966 632 851,01 zł 51 875 208,60 zł 163 441 141 46,50 zł 1 966,97 zł
Razem rok 2013 10 462 632 628,42 zł 10 227 492 593,83 zł 235 140 034,59 zł 175 950 112 51,46 zł 1 851,31 zł
Razem rok 2014 222 118 837,18 zł 218 822 266,76 zł 3 296 570,42 zł 3 819 577 58,23 zł 2 130,14 zł
W tym Styczeń 2014 222 118 837,18 zł 218 822 266,76 zł 3 296 570,42 zł 3 819 577 58,23 zł 2 130,14 zł
Nr: 1364 z dnia 02-01-2014r. 222 118 837,18 zł 218 822 266,76 zł 3 296 570,42 zł 3 819 577 58,23 zł 2 130,14 zł
Redakcja: Departament Ubezpieczeń i Składek

Dane za 2012 r.


Źródło: Departament Ubezpieczeń i Składek, ZUS